wtorek, maja 05, 2015

Kosmetyczne imperium Heleny Rubinstein

historia urodyDziś już trochę zapomniana, jednak w swoich czasach była żywą legendą. Jedna z najbogatszych kobiet świata, twórczyni imperium kosmetycznego istniejącego do dziś. Była Żydówką polskiego pochodzenia. Chodzi oczywiście o Helenę Rubinstein – mistrzynię marketingu i ekspertkę od wyemancypowanego, kobiecego piękna. 


"Nie ma kobiet brzydkich, są tylko leniwe."


Urodziła się w Krakowie w 1870 lub 1872 roku. Jej ojciec prowadził sklep na Kazimierzu. Wielodzietna rodzina była uboga, a sama Helena, właściwie Chaja, bo takie imię nosiła pierwotnie, nie lubiła mówić o swoim dzieciństwie. Z resztą kłamała na jego temat, utrzymując, że urodziła się bogaczką.
Od najmłodszych lat o urodę Heleny i jej siedmiu sióstr dbała matka Gitel, wsmarowując w nie swój specjalny krem, który przyniósł później fortunę jej córce.

W 1902 roku wyemigrowała do Australii, gdzie zamieszkała u swojego wuja – hodowcy owiec. Zabrała ze sobą 12 słoiczków kremu od matki. Pracowała w sklepie, jako kelnerka, opiekowała się dziećmi. W miarę możliwości matka dosyłała jej kolejne słoiczki magicznego specyfiku. Helena wkrótce sama nauczyła się go produkować; zioła, sezam, kora sosny, olej, wosk, olejek migdałowy i lanolina, której przecież na fermie owiec nie brakuje. Doskonaliła formułę ucząc się od aptekarza. 

Wiedziała jak sprzedać swój produkt tak, by stał się obiektem pożądania wśród kobiet. Przede wszystkim musiał być drogi. Która z nas nie pragnie luksusu? Po drugie musiał być ładny – początkowo samodzielnie przekładała go do ozdobnych słoiczków i naklejała etykietki „Valaze”. Po trzecie – marketing. Składniki sprowadzane z Europy – nieprawda, ale brzmi egzotycznie i tłumaczy wysoką cenę. Likwiduje piegi? Oczywiście niemożliwe, ale skoro mówi tak znana aktorka…

Wkrótce zamówień było tyle, że nie nadążała z produkcją. Przy Collins Street w Melbourne utworzyła swój pierwszy salon urody, prawdopodobnie i pierwszy na świecie. Poszerzała asortyment sprzedawanych przez siebie produktów, jako pierwsza wprowadziła krem z filtrem („Słońce to zabójca urody” – twierdziła i osobiście zgadzam się z nią całkowicie.)Podzieliła cerę na trzy typy; normalną, tłustą, suchą. Do urody miała podejście naukowe, radziła klientkom jak dbać o skórę, sylwetkę, dietę i zdrowie.

Powstawały kolejne salony i tak narodziło się kosmetyczne imperium sięgające aż do Ameryki, gdzie Helena uciekła przed Pierwszą Wojną Światową. Jednak i tam czekał ją front – niekończąca się potyczka z Elizabeth Arden – groźną konkurentką na rynku kosmetycznym.

Helena reklamowała swoje produkty i samą siebie. Skrupulatnie dbała o swój wizerunek. Suknie, kapelusze, buty, biżuteria – wszystko w dobrym guście i drogie. Makijaż kiedyś atrybut aktorek i prostytutek, dzięki niej powoli stawał się powszechny wśród wszystkich kobiet.
Interesowała się sztuką, współpracowała z Salvadorem Dalim, który zaprojektował dla niej puderniczkę, przyjaźniła się z Picassem. Otaczała się pięknymi przedmiotami, zarówna antykami jak i najnowszym designem.

Była pracoholiczką i aż do śmierci w 1965 prowadziła swoją firmę osobiście. Dożyła prawie setki, dwukrotnie wychodziła za mąż, miała dwójkę dzieci. 

historia urody
Przykuta do skał koralami Helena pędzla Salvadora Dali

Dziś, wydaje mi się, że jej marka jest nie tyle co zapomniana, co niedoceniana. Produkty „HR” są na tyle drogie, że, sądząc po tym, co dzieje się w mediach społecznościowych, nie byłoby wstyd wkleić zdjęcia słynnego niegdyś kremu na Instagram. Mimo to, większą popularnością cieszy się Chanel, Estée Lauder etc. Cóż, Helena na pewno miała rację, twierdząc, że kobiety kupią wszystko, co będzie wystarczająco drogie, ale muszą jeszcze pochwalić się, że ja na to stać. A co jest bardziej luksusowe od dwóch skrzyżowanych literek C?

Ja nie posiadam żadnego współczesnego produktu od Heleny Rubinstein, ale mam coś o wiele lepszego. 

powder compact

powder compact


Moim ulubionym zajęciem jest buszowanie po straganach ze starociami, sklepach z antykami, wszelkiego rodzaju pchlich targach. Kolekcjonuje stare, piękne przedmioty. To chyba przez ich urok i piękno studiuję historię. 

Gdy któregoś razu natrafiłam na tę zabytkową, kompaktową puderniczkę od Heleny Rubinstein, kupiłam ją, zanim sprzedawca zdążył powiedzieć „dzień dobry”. Według moich internetowych poszukiwań jest to model z 1947 roku. Można znaleźć go wpisując w Google „Helena Rubinstein vintage powder compact”.

Początkowo puderniczka wyglądała tak:

 Zdjęcie pochodzi z http://idada.loveitsomuch.com, niestety nie mam własnego, ponieważ przepadła mi cała zawartość dysku. Moja puderniczka była o wiele bardziej zniszczona.

Były w niej resztki szminki i różu do policzków. Nie powiem, trochę to obrzydliwe. Puderniczka była porysowana, a czarna laka w wielu miejscach zdrapana. Oddałam więc swój nabytek do jubilera, gdzie został wyczyszczony, odnowiony i wzbogacony o moje inicjały.

vintage
 Miejsce na puder, róż z puszkiem, lusterko i szminkę w zapięciu. Genialne!

Kupiłam ten kompakt z zamiarem używania go, dlatego w domu zaczęłam kombinować, jakby tu go uzupełnić, biorąc pod uwagę fakt, że już nie produkują takich cudeniek i nie da się nabyć wkładów. 

Kupiłam więc tanią szminkę i jakoś zapakowałam ją w przeznaczone na nią miejsce (czytaj: zgniotłam i ubiłam). Jest to trochę nieudolne, ale lepiej się tego chyba zrobić nie da, mi brakuje cierpliwości.
Z pudrem miałam dwie próby. Raz rozdrobniłam jeden z wodą i poczekałam aż wyschnie, ale strasznie się kruszył. Drugi raz spróbowałam ze spirytusem. Trzyma się bardzo dobrze, puder nie stracił swoich właściwości (może dlatego, że jest dobrej jakości, nie próbowałam z tańszym), używam go bez problemów. Spirytus wyparował, więc nie martwię się, że może wysuszać skórę.  Miejsce przeznaczone na róż uzupełniłam cieniem do powiek.
 
Wymieszanie pokruszonego pudru/różu/cienia ze spirytusem to prosty sposób na ponowne utwardzenie kosmetyku.

A tak wygląda oryginalny róż z 1947 roku. Pachnie starością, ma słodki, duszny zapach. Zachowałam go, ponieważ szkoda mi go wyrzucać, w końcu to "zabytek". Ciekawe, do kogo należał pierwotnie, jaka kobieta, 70 lat temu używała go na co dzień? Kim była, jak wyglądała? Szkoda, że nigdy się nie dowiem.

vintage powder compact

Mimo tego, że moja puderniczka była produkowana masowo i nie ma ogromnej wartości rynkowej (kupiłam ją za 70 Złotych) dla mnie jest warta miliony. Rzecz z duszą, piękny dodatek do kosmetyczki, a właściwie to kosmetyczka sama w sobie. Jeden mały przedmiot, zamiast kilu.
Dziś już chyba nie produkuje się takich kompaktów, które w połowie XX wieku były bardzo modne. Szkoda, bo to pomysłowe i ekonomiczne rozwiązanie. 



Jeśli zaciekawiłam, pomogłam, zaintrygowałam - śledź mnie ;)



Bloglovin'

7 komentarzy:

  1. Dobrze się czyta Twoje posty:) Róż pięknie się prezentuje:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Rzeczywiście, róż ma 70 lat a wygląda jak nowy i w sumie można by go używać, gdyby sama myśl o tym nie była obrzydliwa ;)

      Usuń
  2. Witaj, oj tak, do dziś na Krakowskim Kazimierzu można namierzyć dom, w którym mieszkała mała Helenka. Szkoda, że współcześnie marka ustąpiła miejsca innym.

    Piękna ta puderniczka, widzę że nadajesz jej drugie życie ;). Fajnie tak czasem zatrzymać się, pomyśleć kim był właściciel róży, puderniczki itp.

    Bardzo fajny blog, z przyjemnością dodaję od obserwowanych i będę tu wracać (wypowiedziałam się jeszcze w poście o disco 70')

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To świetnie, że przetrwał, jak będę w Krakowie to koniecznie muszę go obejrzeć.
      Dziękuję serdecznie za obserwację.
      Pozdrawiam!

      Usuń
  3. Puderniczka jest piękna, a pomysł na zmieszanie pudru ze spirytusem genialny. Przyznam, że nie słyszałam wcześniej o kosmetykach Heleny Rubinstein, zaciekawiłaś mnie tym tematem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak wypróbujesz jakiś współczesny kosmetyk HR to daj znać, czy się sprawdził ;)

      Usuń
  4. Pierwszy raz słyszę o tej kobiecie. Jejku puderniczka to taki skarb ;)

    OdpowiedzUsuń

Jeśli dowiedziałaś(łeś) się czegoś nowego, lub uważasz ten wpis za ciekawy, podziel się swoją opinią. Będę wdzięczna ;)

TOP