piątek, listopada 06, 2015

Czy można ignorować modę?

historia mody
Znalazłoby się pewnie mnóstwo buntowników, którzy na to pytanie odkrzyknęliby, że przecież oni ją ignorują (Janusze w skarpetach i sandałach byliby pierwsi). Że noszą tylko to, co wygodne, tylko to, co im się podoba, a w ogóle to, nawet nie patrzą na to, co rano zakładają. 

Ale czy tak gorliwe ignorowanie czegoś nie jest oznaką zainteresowania? Jeśli ktoś wkłada tyle energii w udowodnianie, że coś go nie obchodzi, czujemy, że coś tu jest nie tak. Przecież, gdy coś nas nie interesuje, nie mówimy o tym wcale. 


George Simmel (1858-1918) był niemieckim filozofem i jednym z pierwszych socjologów. Stworzył teorię, według której człowiek całe życie przekracza granice narzucone przez kulturę i społeczeństwo, ale również przez samego siebie. Granice te są konieczne, ale jednocześnie każda z nich może zostać przesunięta. 

Na tej samej zasadzie działa moda – na przekraczaniu kolejnych granic, tworzeniu nowych trendów. Mamy klasyki – zawsze modne jeansy, a obok nich neonowe legginsy. Klasyki pozostają na zawsze, a trendy zmieniają się co sezon, co sezon granica tego co modne i niemodne leży gidzie indziej. 

Istotą mody jest tworzenie granic - to co modne - i przekraczanie tych granic w celu tworzenia nowej mody. 

Simmel stworzył też podział na trzy typy postaw wobec mody. Moim zdaniem, trzy to o wiele za mało, ale sprawdźcie, może do któregoś się zaliczacie:

1. Modniś – tak zwany niewolnik (lecz nie ofiara) mody. Goni ślepo za trendami, żeby zawsze być na czasie, o krok przed innymi.

2. Fircyk – On również uwielbia najnowsze trendy, ale korzysta z nich do przesady. Fircyk z 2015 roku miałby na sobie nawet gacie z frędzli, a całe ciało pokryte złotymi tatuażami. Myśli, że jest indywidualistą, gdy tak naprawdę po prostu naśladuje.

3. Buntownik – Jest specjalnie niemodny. Jak sama nazwa wskazuje – buntuje się przeciw modzie. Trochę taki hipster, lub przedstawiciel innej subkultury. Jemu też wydaje się, że jest oryginalny, ale tak naprawdę najczęściej należy do grupy, w której akurat panuje moda na niemodę i wszyscy wyglądają tak samo.

Według Simmela nie da się więc być indywidualistą, co więcej, nie da się przyjąć obojętnej postawy wobec mody, z czym nie mogę się zgodzić. Do tej listy dopisałabym jeszcze milion punktów i podpunktów, a i tak byłaby niepełna.
Ubranie może być jednocześnie sposobem na wtopienie się w tłum, lub wyróżnienie się z niego. Może być tylko niezbędną ochroną przed zimnem, czy czymś co musimy nosić, bo za chodzenie nago po ulicy zamykają w psychiatryku. Można też wbrew wszystkiemu ubierać się jak Anna Dello Russo, lub być szarą myszką, która nigdy nie odważy się założyć niczego szalonego, lub po prostu nie umie tego zrobić. 

Przykładów nie trzeba szukać daleko. Na tle polskich szafiarek zdecydowanie wyróżnia się Macademian Girl, co nie znaczy, że reszta ubiera się źle. Po prostu większość proponuje stylizacje, w które może ubrać się każdy, a Macademian – opcje dla odważnych. 
Są też warianty gdzieś pomiędzy, dla tych, którzy po prostu chcą wyglądać dobrze. ( Np. Kasia Tusk)

Ilość postaw wobec mody jest niezliczona. Na pewno znajdzie się wśród nich i taka, która ją ignoruje. Moim zdaniem – bardzo niesłusznie. W końcu moda to chyba jedna z niewielu rzeczy, o której można powiedzieć, że dotyczy wszystkich. Każdy przecież nosi ubrania. A jakie by nie były – są częścią modowego przemysłu - nawet te niemodne. 

 Buciki wieczorowe projektu Rogera Viviera (1966) Met Museum

A Wy, jaką reprezentujecie postawę, a może znacie jakąś, która jest dziś wyjątkowo powszechna, ale umknęła filozofowi? W końcu żył w zupełnie innych czasach. Piszecie!

Post powstał na podstawie artykułu Aleksandry Chmielińskiej "Moda - między konformizmem a przekraczaniem granic ( w świetle koncepcji George Simmela)" 

Jeśli chcesz wiedzieć więcej, polub Modowe Opowieści na FB

4 komentarze:

  1. No cóż, jedni ślepo podążają za trendami, inni mają swój styl. Co człowiek to inny gust, ważne aby każdy był zadowolony i robił tak jak mu pasuje. :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo ciekawy post, pokazuajcy mode z zupelnie innej strony. Ja nigdy nie potrafie siebie okreslic, ani nie podazam za trendami ale nie mam tez jakiegos swojego stylu. Ubieram to co mi się podoba i staram się nie przedobrzyc :)/K

    OdpowiedzUsuń
  3. Łuu to ciężko zdefiniować, ale George Simmel żył przed czasami Coco Chanel,bo od tej pory równolegle do mody powstała definicja stylu własnego stylu. Hmm, ale z kolei klasyka zawsze w modzie, wiec pogon za klasyką to pogoń za ponadczasową modą ??? Yyyy stop. Z filozofami nie dyskutuję :)

    OdpowiedzUsuń
  4. No to ja się do żadnej z tych trzech grup nie zaliczam, bo ani nie jestem supermodna, nie interesuje się najnowszymi krzykami mody, ale też nie staram się być "niemodna" na siłę. Po prostu ubieram się w to, co mi pasuje, a jednocześnie nie jest wytworem kosmitów... i to jeszcze średniowiecznych.
    A co do blogerek modowych - mimo, że modą się nie interesuję (tzn. nie jest moją pasją, moim hobby, moim zainteresowaniem) to blog Kasi Tusk akurat czytam :D

    OdpowiedzUsuń

Jeśli dowiedziałaś(łeś) się czegoś nowego, lub uważasz ten wpis za ciekawy, podziel się swoją opinią. Będę wdzięczna ;)

TOP