piątek, listopada 27, 2015

DIY - krem ogórkowy


Dziś na MO pierwsze takie prawdziwe „zrób to sam” w wydaniu historycznym. Krok po kroku pokażę wam jak przyrządzić w domu krem ogórkowy. Wszystkie składniki są ogólnodostępne, a do wykonania nie potrzebna jest wiedza z zakresu chemii. 


Przepis pochodzi z 1903 roku, ale na pewno był używany wcześniej. Jeśli chcesz z dumą chwalić się własnoręcznie zrobionym kremem, będziesz potrzebować:

- Dużego Ogórka
- Melona
- Jabłka
- Mleka
- naturalny (dowolny) olejek zapachowy
- Czystego smalcu (bez przypraw)

Wiem, że ostatni składnik może nieco odstraszać, ale do odważnych świat należy. 

Oryginalny przepis brzmi tak:


Nie chciałam urzeczywistniać produkcji przemysłowej dlatego zdecydowałam się na o wiele mniejsze ilości składników, a za miarkę wzięłam przysłowiowe oko. Brak dokładności w niczym nie zaszkodził, więc myślę, że spokojnie możecie darować sobie obliczenia.


Krok 1.

Abu uniknąć tego, co zrobiłam ja, czyli kilkukrotnego zalania kuchni wodą, przygotuj sobie miskę i garnek, które pasują do siebie wielkościami. Krem gotuje się w kąpieli wodnej, miska powinna być od dołu zanurzona w wodzie, ale utrzymywać się na garnku tzn; nie pływać w nim.
Pokrój ogórka, melona i jabłko, wrzuć wszystko do miski, dodaj smalec i mleko. Umieść miskę w garnku z wodą i możesz zacząć gotować.
Na zdjęciach widać ile poszczególnych składników dodałam, robiłam wszystko na oko, biorąc pod uwagę ogólne wytyczne z instrukcji (np. więcej mleka niż smalcu etc.)

Krok 2.

Czekaj. Gdy smalec się rozpuści i powstanie „zupa”, możesz zmniejszyć temperaturę, przykryć miksturę pokrywką i zająć się czymś innym. Krem ma się gotować 8 godzin, przez ten czas nie musisz nad nim stać, ale lepiej bądź w domu, by móc kontrolować sytuację.
Ja co jakiś czas mieszałam w garnku i rozdrabniałam łyżką ugotowane owoce.
Pod koniec gotowania zawartość miski przypomina coś, co mógłby wyrzygać mieszkaniec akademika po kilkudniowej imprezie. Ale spokojnie. To minie.

Krok 3.

Gdy skończysz gotować krem, odlej zawartość miski przez sitko. Rozgotowane owoce nadają się tylko do wyrzucenia.
Odlany krem rozwarstwi się: na wierzchu będzie czysty tłuszcz, pod spodem będą rozgotowane resztki. Spokojnie, nie musisz tego teraz filtrować, zostaw po protu na noc w chłodnym miejscu ( ja zostawiłam na balkonie). 

 Trzy etapy gotowania, a na koniec krem następnego dnia rano. W "pęknięciu" była woda, w której zostały praktycznie wszystkie resztki z rozgotowanych owoców. 

Krok 4.

Rano czysty krem zetnie się, a fusy zostaną w wodzie. Wylej ją i przepłucz kilka razy pozostały krem pod zimną, czystą wodą.
Teraz umieści go jeszcze raz w kąpieli wodnej, dodaj swój ulubiony olejek zapachowy, dobrze wymieszaj i gdy krem się rozpuści przefiltruj go przez kawałek czystego materiału.
Schowaj krem do lodówki, gdy ponownie się zetnie – możesz zacząć go używać. Gotowe!

 Gotowy krem, po przefiltrowaniu i dodaniu olejku zapachowego. 
Z podanej ilości składników wyszło stosunkowo niewiele kremu, co widać na zdjęciach. Jednak było to i tak za dużo jak na samą twarz, dlatego, by szybciej go wykorzystać (nie chciałam, żeby się zepsuł) używałam go też do rąk.
Krem w kontakcie ze skórą bardzo szybko się rozpuszcza i zmienia w „półolejek”. Jest tłusty, dlatego nie wchłonie się błyskawicznie. Mogłabym porównać go z oliwką dla dzieci. Długo zostaje na skórze i prawdopodobnie prędzej wytrzesz go w pościel lub szlafrok, niż zdąży się całkowicie wchłonąć. Mimo to widać efekty jego działania. Moim zdaniem jest idealny jako krem do rąk na mróz, nie wiem czy to moje urojenia, ale wydaje mi się, że lekko rozgrzewa. Poza tym szybciej wchłania się w skórę dłoni niż twarzy i nie zostawia pod sobie nalotu.

Domyślam się, że pewnie u Wielu z Was obecność smalcu wzbudziła wątpliwości. I słusznie, właśnie dlatego dodałam olejek zapachowy. Bez niego krem pachnie trochę jak obiad. Dobry jakościowo olejek całkowicie niweluje zapach smalcu, mój krem na przykład jest lawendowy.
(Nie bez znaczenia jest tu też rodzaj użytego smalcu, bo te różnią się między sobą zapachami.)

Moje wrażenia?

Wady:

- Pracochłonność i czasochłonność
- Zapach – przy produkcji okropny, potem – do zniesienia, a z olejkiem to już całkowicie ok.
- Krem musi być przechowywany w lodówce i trzeba go szybko zużyć
- Nadaje się tylko na noc ponieważ jest bardzo tłusty 

Zalety:

- 100% natury, zero chemii, możesz go zjeść
- Dobrze nawilża cerę, rano jest naprawdę mięciutka
- Działa! Nie spodziewałam się, ale naprawdę działa – rozjaśnił zaczerwienienia i znacznie polepszył stan mojej cery

Werdykt:

Jest to fajna opcja, ale niestety – bardzo zajmująca. Chyba nikt nie ma tyle czasu, żeby co tydzień produkować sobie nową porcję, a nie wiem jak krem wytrzymałby dłuższe przechowywanie. Wypróbowałam i jestem zadowolona z efektów, ale był to bardziej eksperyment niż coś, co mogłabym robić stale. Poza tym, wbrew pozorom wcale nie jest to tańsza opcja od np. kremu drogeryjnego w średniej cenie.
Polecam jako kurację na zaczerwienienia, bo te naprawdę zniwelował. Myślę, że może być też dobry dla osób o bardzo suchej lub wrażliwej skórze czy wreszcie opcją na mróz. 

Wypróbujecie? 

Jeśli chcesz wiedzieć więcej, polub Modowe Opowieści na FB

5 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubię takie domowe, to muszę spróbować, bo z ogórka nie próbowałam!

    OdpowiedzUsuń
  3. pewnie nie skusiłabym się na zrobienie tego kremu, ale 100% natury + zmniejszone zaczerwienienia to mnie przekonuje.
    Ach i jeszcze fakt, że przepis z 1903 roku, to już prawdziwa gratka :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kiedyś przyrządzałam ten krem :) Dla mnie zapach jest całkiem przyjemny (może zależy to też od składników, bo używałam wyłącznie 'swojskich' wyłączając ogórek i melon). Przyznaję, że jestem z niego zadowolona, choć traktuję go raczej jako ciekawostkę, ze względu na długość jego przygotowania. Utrapieniem było dla mnie przecedzanie i kilkukrotne gotowanie, bo krem wcale nie chciał się ściąć (użyłam mleka krowiego, które jest o wiele bardziej tłuste i zawiera śmietankę czy ' przyszłe masło '). Ostatecznie kremu zostało tyle, ile było smalcu nas początku. Co do samego smalcu, niegdyś często był używany jako baza kremu, tak samo masło.

    OdpowiedzUsuń
  5. Super pomysł z odtwarzaniem dawnych przepisów! Z przyjemnością będę zaglądać na Twojego bloga. :)

    OdpowiedzUsuń

Jeśli dowiedziałaś(łeś) się czegoś nowego, lub uważasz ten wpis za ciekawy, podziel się swoją opinią. Będę wdzięczna ;)

TOP