wtorek, lipca 04, 2017

Różany Gold Cream z 1896 roku

XIX wiek krem

Przeglądając źródła do pracy magisterskiej natrafiłam w jednej z gazet na dość prosty przepis na krem. Prokrastyncja wzięła górę i zamiast pisać pracę, zaczęłam produkcję owego specyfiku. Całe szczęście, bo Gold Cream potrafi zdziałać cuda.


W przeciwieństwie do poprzedniego kremu, który robiłam według receptury z 1903 roku, ten zagościł u mnie na stałe i wyprodukowałam go już kilka razy, więc doszłam, powiedzmy, do perfekcji. Tym bardziej, że nie ma tu też nic skomplikowanego czy czasochłonnego. Ale zacznijmy od oryginalnego przepisu:


 Mody Paryskie, nr 4, 1896
Pierwsze pytanie jakie przychodzi Ci na myśl, to zapewne czym jest olbrot? Olbrot to substancja pochodząca (znowu!) od tych nieszczęsnych wielorybów*. Inaczej to spermacet i ta nazwa jest chyba bardziej powszechna. Kryje się pod nią olej z głowy kaszalota (nie wnikam w szczegóły, nawet nie chcę). Był powszechnie wykorzystywany w XIX wieku nie tylko przy wytwarzaniu kosmetyków, ale później zaczęto zastępować go olejami roślinnymi i ja też to zrobiłam. Więc spokojnie, żadne zwierzę nie będzie cierpiało w imię ludzkiej próżności. W mojej humanitarnej wersji przepisu spermacet zastąpiłam olejem kokosowym. 

* Fiszbiny do gorsetów, ambra do perfum, olbrot do kremów, a to wszystko pochodzi od biednych kaszalotów. 

Do wykonania kremu potrzebujemy więc: Olejku ze słodkich migdałów, olejku kokosowego, wody różanej (hydraolatu), gliceryny (roślinnej) i wosku pszczelego (kosmetycznego). Plus opcjonalnie zapachowy (naturalny!) olejek różany. Wszystkie te składanki można bez problemu kupić, jak nie stacjonarnie w sklepach zielarskich, to w internecie. O kosztach napiszę na końcu.
Gold Cream pachnie jak różna konfitura i może być to tak samo zaletą jak i wadą, w zależności od upodobań. Sam hydrolat z róży ma bardzo słodki zapach, więc jeśli ktoś nie przepada za takimi aromatami, można odpuścić sobie olejek zapachowy. 

Na drodze prób i błędów ustaliłam najlepsze proporcje dla składników i przedstawiają się one tak:

55% - olejek ze słodkich migdałów
20% - woda różana
10% - olejek kokosowy
10% - gliceryna
5% - wosk pszczeli 

Sposób wykonania:


Według podanych wyżej proporcji odmierzamy potrzebne nam ilości wszystkich składników. Nie podaję konkretnych wag i miar, żeby każdy mógł sobie w zależności od potrzeb zrobić 50 gramów, 100 gramów, albo i dwa kilogramy kremu. 

Pamiętaj, żeby używać tylko odkażonych narzędzi i pojemników. Sterylność przedłuży żywotność gotowego produktu!

1.Mieszamy wodę różaną z gliceryną i odstawiamy na bok. 

2.Olej ze słodkich migdałów i olej kokosowy wraz z woskiem pszczelim rozpuszczamy w kąpieli wodnej. Temperatura nie musi być wysoka, wystarczy około 60 stopni Celsjusza. Mieszamy do połączenia. Trwa to dosłownie chwilkę. 

3.Dobrze jest, gdy podczas mieszania tak zwanej frakcji wodnej z tłuszczami, wszystko ma zbliżoną temperaturę. Dlatego odczekajmy, aż tłuszcze ostygną (wtedy znacząco zgęstnieją), żeby wszystkie składniki były w mniej więcej pokojowej temperaturze. 

4.Może i jest to krem z 1896 roku, ale że żyjemy w XXI wieku, to w tej chwili sięgamy po blender. Do tłuszczów stopniowo wlewamy wodę z gliceryną, cały czas blendując całość. Jest to moment na dodanie olejku różanego i innych nadprogramowych dodatków, jeśli jakieś mamy (inne olejki, konserwanty, etc) Ja na przykład dodałam kilka kropel olejku z pestek granatu. Podczas blendowania wszystko powinno połączyć się i stworzyć biały, puszysty krem. 

naturalne kosmetyki

Całość zajmuje mniej niż godzinę pracy. Gotowy krem trzymamy w lodówce, gdzie oczywiście stwardnieje, ale nie wpływa to na jego użytkowanie ani właściwości. Nie powinien się rozwarstwiać (mnie się nigdy nie rozwarstwił), ale mogą pojawić się na powierzchni drobne kropelki wody – to nic złego. Jeśli już zdarzy się katastrofa i mimo wszystko krem się rozwarstwi, można go zmieszać, tak po prostu palcem, i powinno być w porządku. Gold Cream można przechowywać w ten sposób około 3 tygodni. (Warto wziąć to pod uwagę przy odmierzaniu ilości składników.)

Działanie:


Dla mnie ma absolutnie zbawienne. W ciągu jednej nocy łagodzi i zmniejsza wszystkie wypryski, które ostatnio niestety robią mi się na twarzy przez leki. Wiadomo, że nie zastąpi on kremów dermatologicznych na trądzik, ale ja nie mam trądziku. Mówię o takich zwyczajnych krostach, które robią się każdemu. Gold Cream jest genialny jeśli o to chodzi. Za to go kocham.

Olejek ze słodkich migdałów nadaje się do każdej cery i doskonale nawilża. Hydrolat z róży działa łagodząco i przeciwzapalnie, odświeża skórę i pięknie pachnie. Olej kokosowy jest ostatnio bardzo popularny i chyba wszyscy wiedzą, że jest doskonały do włosów. Do cery również sprawdza się świetnie. 


Gold Creamu używam go tylko na noc, bo niestety jest tłusty i wolno się wchłania. Za to rano dzięki niemu mogę cieszyć się idealnie nawilżoną i odświeżoną cerą (smaruję nim wszystko, również rzęsy i one też na tym zyskują).

Używała go też koleżanka mojej mamy, która ma bardzo wrażliwą cerę i skłonności do uczuleń. Była bardzo zadowolona z efektów, ale nie twierdzę, że pomoże każdemu. To zależy od indywidualnych uwarunkowań każdego z nas. 

W bardzo małej ilości Gold Cream nadaje się też na dzień pod podkład (próbowałam), ale zdecydowanie wolę używać go wieczorem. 

Koszty:


Nie są najmniejsze, jeśli musimy naraz kupić wszystkie składniki (wyjdzie ok 50-70zł). Ale muszę zaznaczyć, że prawie wszystko, co wchodzi w skład Gold Creamu, można wykorzystać osobno do innych celów – wodę różaną jako tonik (jest pod tym względem genialna) niektórzy używają jej do ciast i deserów. Olej kokosowy ma milion zastosowań, ja czyszczę nim nawet skórzane buty. A olejek ze słodkich migdałów można stosować również na włosy, często tak robię i jestem zadowolona. No i oczywiście można zrobić więcej kremu, gdy zużyjemy pierwszą porcję. Więc moim zdaniem warto. Naprawdę warto. 

Podsumowując: nie sądziłam, że eksperyment zrobiony z nudów w przerwie od pisania magisterki, okaże się tak przydatny. Gold Creamu używam już od stycznia więc pół roku i wiem, że raczej prędko nie przestanę. Polecam przetestować.
przepis na krem


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jeśli dowiedziałaś(łeś) się czegoś nowego, lub uważasz ten wpis za ciekawy, podziel się swoją opinią. Będę wdzięczna ;)

TOP